piątek, 4 listopada 2011

Listopad. Groby i refleksje

Początek listopada większość z nas spędza nad grobami swoich bliskich. Mnie tym razem nie było to dane... Żałuję tym bardziej, ponieważ nie mogłem pożegnać osoby, bez której ten blog by nie powstał. Zdjęcia, jakie zamieszczam na tej stronie, zostały zrobione aparatem mojego dziadka, który prawie od tygodnia jest już na tamtym świecie. R.I.P. [*]
W związku z okolicznościami i tą refleksyjną porą roku postanowiłem zamieścić dzisiaj serię zdjęć zrobionych na jednym z najbardziej znanych cmentarzy na świecie - Père-Lachaise. Pochowano tam wiele znakomitości świata nauki, sztuki i kultury - zarówno Francuzów, jak i obcokrajowców. Również Polacy mają tam godną reprezentację, ale do tego jeszcze dojdę. 
Już sam spacer po cmentarnych alejkach to bardzo przyjemna odskocznia od paryskiej codzienności. 


Otoczony drzewami i niejednokrotnie bardzo artystycznymi, starymi nagrobkami cmentarz ojca Lachaise napawa do refleksji. Szeleszczące liście, spokój i poza mną garstka turystów - po prostu grobowa cisza. W takiej atmosferze postanowiłem znaleźć i oddać hołd kilku wspaniałym jednostkom, które odeszły z tego świata.
Jak przystało patriocie, zacząłem od grobu Fryderyka Chopina. Stojąc przed nim, od razu widać, że jest jednym z najczęściej odwiedzanych rezydentów Pere-Lachaise. Rodacy zostawiają kompozytorowi mnóstwo kwiatów oraz przypominają paryżanom, skąd pochodził wielki wirtuoz fortepianu.


Żeby nie było zbyt smutno samotnemu muzykowi, tuż obok niego znajduje się grób innego kompozytora i pianisty, lecz z bliższej nam zupełnie epoki. Jazzman Michel Petrucciani to cmentarny sąsiad F. Chopina. Przypadek czy może wola pana Petruccianiego, żeby go umieszczono obok mistrza? 

Poza muzykami przystanąłem nad grobem jednego z największych archeologów i ojca egiptologii - Jean-Francois Champolliona. To właśnie dzięki temu panu możemy dzisiaj przeczytać w podręcznikach i encyklopediach co oznaczają zapiski w piramidach. To właśnie on odczytał jako pierwszy egipskie hieroglify. Chapeau-bas monsieur Champollion.

Będąc na cmentarzu Pere-Lachaise chyba każdy idzie zobaczyć m.in. grób najbardziej rozpoznawanego francuskiego głosu XX wieku, czyli Edith Piaf. Jej prawdziwe nazwisko brzmi Édith Giovanna Gassion, a "piaf" to po francusku wróbel. Pseudonim ten odnosił się do jej niewielkich gabarytów - mierzyła niewiele ponad 140cm! A taki głos!

Na cmentarzu tym pochowano także malarza Amedeo Modiglianiego. Już sam jego grób wskazuje na artystyczną duszę. Z niewiadomych mi powodów ludzie zostawiają mu kasztany, a pod nimi czasami nawet krótkie listy. Może młode damy chciałyby, żeby ich nagie sylwetki uwiecznił na płótnie lub chociaż kartce papieru skandalista swoich czasów, pan Modigliani...
Następną osobistość pozwolę sobie przedstawić jednym z wierszy jej autorstwa:
 
Chora jesień

Chora i uwielbiana 
Umrzesz gdy na rozaria dmuchnie dziki huragan 
Kiedy śnieżne zapasy 
Okryją sady 

Biedną jesieni 
Umieraj w bieli i obfitości 
Śniegu i dojrzałych owoców 
Wysoko na niebie 
Krogulce szybują 
Nad nikłe niewiastki zielonowłosawe niksy 
Które nie kochały nigdy 
Na dalekiej porębie 
Zabeczały jelenie 
 
Lubię jesienna poro lubię twe hałasy 
Spadające na ziemie nie zrywane owoce 
I wiatr i rzewne lasy 
Listek po listku wypłakujące 
      Liście 
      Pod stopą trzeszczące 
      Pociągi 
      Przejeżdżające 
      Życie 
      Upływające  


To Guillaume Appolinaire napisał te słowa. Adekwatne co roku o tej samej porze.
Obrazy następnego pochowanego na Pere-Lachaise malarza można podziwiać w paryskich muzeach, np. w Luwrze. Dobry kumpel Chopina, Eugène Delacroix, być może powinien nazywać się inaczej, ponieważ istnieją pewne przesłanki, że kto inny niż pan Charles Delacroix był jego biologicznym ojcem. Niemniej jednak czołowy przedstawiciel francuskiego romantyzmu w malarstwie zasłużył sobie również na miejsce na cmentarzu wielkich tego świata.
Dzisiejszą prezentację zdjęć postanowiłem zakończyć jednym z przedstawicieli tzw. "klubu 27". Wymysł naszych czasów czy nie, paru wybitnych artystów po II wojnie światowej umarło z różnych, nie do końca wiadomych czasem powodów, grubo przed chwilą, kiedy mogliby spojrzeć w oczy swoim wnukom. Brytyjski piosenkarz i poeta - Jim Morrison, również został pochowany na Pere-Lachaise, a jego grób odwiedza chyba najwięcej osób. W tym miejscu chciałbym przeprosić Karola M., że nadal nie mam stamtąd zdjęcia, o które prosił mnie jakiś czas temu, ale obiecuję, że jeszcze je zrobię.

Tymczasem zostawiam Was w tej nastrojowej, jesiennej atmosferze i zmykam. Niebawem pojawi się relacja z zupełnie innego miejsca, w którym byłem w ostatni weekend. Całkowicie inny kraj, całkowicie inny świat...
A toute a l'heure!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz